Prolog

sobota, 28.listopada.2009, 11:37
No więc zobaczymy co z tego wyjdzie :))


Prolog

Część 1

(Z pamiętnika Racheli)


Byłam kiedyś normalną osobą, prawdziwym człowiekiem. Czułam, myślałam, żyłam na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Często narzekałam na brak zrozumienia ze strony bliskich i przyjaciół. Nienawidziłam swojego chłopaka, choć udawałam, że go kocham. Nie chciałam go ranić kolejnym kaprysem, ze strony „rozpieszczonej” i „nieznającej życia” Rachelci. Codziennie uczęszczałam do liceum w Brodwayeu, szkole znajdującej się w Kaliforni w miecie Holmeys. Zwykła nastolatka, która ma za nic cały zepsuty świat, nieszczęśliwa duszyczka poszukująca emocji, których w codziennym życiu dostarczałam organizmowi za mało. Pomimo licznych wybryków, związanych z porywczym charakterem, za które często musiałam płacić ciężkie kary, emocji nigdy nie było w mym życiu za mało. Z pozoru wydawałam się szczęśliwą, to prawda, jednak moja druga twarz odkrywała wiele ran. Bólu, który pragnęłam zatuszować uśmiechem na twarzy i wygłupami. Pewnie też z tego powodu, nie chciałam ranić Johna. Dobrze wiem co to ból związany ze stratą osoby, bardzo ważnej w naszym życiu... Często, po męczącym klimacie szkoły, w której niestety spędzałam większość mojego życia, spacerowałam. W odludnionym parku, moje ciemne, długie brązowe włosy rozwiewał zimny powiew wiatru. Moje usta zawsze siniały od zimna, a skóra stawała się trupio biała. Podobno miałam specyficzny sposób ubierania się, zbyt wyzywający. Uwielbiałam nosić krótkie spódniczki, bluzki lub tuniki podkreślające moją wręcz idealną figurę. Ubierałam się na czarno, był to lekki objaw mojej drugiej, mrocznej natury. Trudno było mi o tym mówić, ale czasem podcinałam sobie żyły, śmierć była jedynym sensem mojego życia. Nie rozumiała tego nawet moja przyjaciółka – Elizabeth. W szkole mówili na mnie Widow , tylko dlatego, że lubiłam czarne akcesoria. Brak zrozumienia mojego wewnętrznego charakteru przez otoczenie był spowodowany m.in. moim pochodzeniem. Mój ojciec prowadził własną firmę. Jego miesięczne dochody wynosiły nawet kilka tysięcy dolarów. Największy szok zapanował kiedy okazało się, że wygrał sto tysięcy w pewnej loterii. Ludzie mi zazdrościli, pewnego razu osoba, z którą się mocno pokłóciłam wyznała mi wszystko co myśli o mnie i mojej rodzinie. Zabolało mnie to, i choć Elizabeth zapewniała mnie, ze Monica zrobiła to tylko pod wpływem emocji, ja wiedziałam na czym tak naprawdę stoję. Jest to jedna z niewielu historii z mojego życia, jakie udało mi się zapamiętać. Od tego czasu minęło już tyle lat... Utrwaliło się to w mojej pamięci jedynie z powodu ogromnego wpływu, jaki wywarło ono na moje życie. Wreszcie zauważyłam jak bardzo mój mroczny styl ubierania, kontrastuje z odgrywaną szczęśliwą wariatką w warunkach szkolnych. Zmieniłam to i zaczęłam ubierać się w kolorowe „laseczkowate” ciuszki. Moja prawdziwa tożsamość w całości ukryła się za maską pozornego szczęścia. Niektórzy nie wierzą, że można w tak doskonały sposób udawać. Są pewni, że pozory tak dogłębnie ucharakteryzowane na nas prawdziwych, muszą odzwierciedlać w pewien sposób nasz rzeczywisty charakter. W moim przypadku odzwierciedlały tylko jedno – doskonałą zdolność kłamania.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że jestem gwiazdą, w śród gwiazd. Nawet nie wie, jak bardzo się mylił... Trafne określenie mojej obecnej osoby to szara, bezbronna myszka, która w nocy staje się krwiożerczym potworem... Moje losy potoczyły się bardzo szybko. W momencie, gdy umierałam, przypomniałam sobie moment moich szesnastych urodzin. Moim życzeniem było nadejście wielkich zmian w mym życiu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak dosłownie los odbierze te słowa... Zgotował mi kolejny koszmar, który trwa do dziś... Umarłam... lecz cały czas żyję...

Pomimo ciężkich chwil, jakie były związane z „powrotem do życia” i przyzwyczajeniem się do swoich nowych skłonności, gdybym miała wybierać jeszcze raz. Gdybym cofnęła się w czasie i jeszcze raz stanęła obok wiśniowego tortu, pośród moich kolegów i rodziny, za którymi tak bardzo tęsknie nie zmieniłabym niczego... Chciałam nowego życia, więc je dostałam. I nie ma tu żadnego sensu metaforycznego. Ja po prostu narodziłam się na nowo. To prawda, że wymawiając tę prośbę miałam na myśli poznanie człowieka, który wreszcie mnie zrozumie. Zabierze mnie z daleka od toksycznych znajomości i nadopiekuńczych rodziców. Zwiedzilibyśmy razem świat nie martwiąc się o przyszłość i pieniądze. Liczyłby się tylko on... Jednak nie tak miało się zdarzyć. Wszystkie nieszczęścia i niepowodzenia, także i dni stracone na grę na komputerze i różne inne błahostki zostały zastąpione ciężką pracą, która wreszcie zaczęła rodzić plony. Ten inny świat, chodź trudny do ogarnięcia i pozbawiony wszelkich wygód dawał mi, osobie wychowanej w wielkim, bogatym domu, wśród dobrobytu i miłości, jaką byłam otaczana przez rodziców z każdej strony, więcej szczęścia. Dopiero tu poczułam się całkowicie spełniona. Poczułam, że wreszcie robię coś pożytecznego, w co wkładam całe swoje serce. Aby mieć zapewnione pole do maksymalnego rozwoju, zarówno fizycznego jak i umysłowego musiałam umrzeć i znaleźć się tu. W innej rzeczywistości. Niektórzy nie wierzą w portale czaso- i miejscoprzestrzenne. Ja również myślałam, że są to jedynie bajki i wymysły powieściopisarzy. O prawdzie, zawartej w legendach przeświadczyło mnie własne przeznaczenie. W dzisiejszych czasach moja historia wydaje się być zmyśloną w czyjejś chorej głowie. Jednak dogłębnie myli się ten kto tak uważa. Świat wampirów to istna prawda, lecz wygląda zupełnie inaczej niż jego wizja powstała w głowie człowieka.

Niekiedy, będąc jeszcze człowiekiem zastanawiałam się skąd wzięło się wyobrażenie stworzeń żywiących się ludzką krwią. Spontanicznie stawiałam wiele hipotez. Dopiero teraz, przebywając wśród nich, będąc jedną z nich przekonałam się skąd postać wampirów zagościła w umysłach ludzi...

Ludzie, z którymi od tak dawna nie miałam kontaktu, zapewne uważaliby moją decyzję o pozostaniu w świecie wampirów (ponieważ w ostatecznym momencie takową musiałam podjąć) za nieprzemyślaną i nieodpowiedzialną. Jednak żadnemu ludzkiemu sercu, nie jest znany ból jaki pochłaniał mnie wraz z każdą pobudką, urządzaną przez moją matkę. Wcale nie chodziło tu o to, że musiałam wcześnie wstawać czy nie cierpiałam własnej matki. Wręcz przeciwnie, kochałam ją wtedy, a teraz jeszcze bardziej odczuwam jej zniknięcie. Chodzi tu o ten skrajny brak zrozumienia ze strony innych i mój nędzny charakter. Zawsze byłam bardzo wrażliwa i właśnie to powodowało moje pesymistyczne nastawienie do życia a tym samym przykre uczucie braku zrozumienia.

Teraz te wszystkie ludzkie uczucia mogę dokładnie przemyśleć, przeanalizować wszystko to, co było moim wielkim osobistym problemem podczas życia z ludźmi. Wtedy tego nie wiedziałam, a gdybym przemyślała to w odpowiednim momencie, być może uniknęłabym tych wszystkich pomyłek i przykrych sytuacji. Moje losy potoczyłyby się inaczej. Wtedy jednak nie dostałabym się tu – do furiozalnego świata wampirów, a nawet gdyby zaistniała taka sytuacja to z pewnością moje życie tu przypominało by mękę. Jeszcze gorszą od tej, którą przeżywałam na Ziemi. Oczywiście w moim ziemskim życiu były również momenty szczęścia i wewnętrznego spokoju. Były to jednak chwile krótkie i ulotne na tyle, bym teraz większości z nich nie pamiętała. Może się to wiązać z długim okresem czasu, jaki minął od kiedy istniałam na Ziemi. To już równo sto lat... Mój mały jubileusz.

Część 2

Do pokoju wszedł młody mężczyzna. Jego podłużna, twarz z lekko wystającymi, żółtymi zębami przypominała szczura lub człowieka, którego drugą tożsamośćą jest... po prostu szczur. Twarz Michaela oblewała się bordowym rumieńcem za każdym razem gdy spoglądał na Rachelę, a gdzieniegdzie na jego twarzy pojawiały się jaśniejsze, podłużne plamki. Rachelę zawsze to dziwiło, bo ze swojego doświadczenia, które zdobyła przebywając tak długo z wampirami wiedziała, że jasne plamki na twarzy Michaela oznaczają strach...

- Czy naprawdę jestem tak straszna... – zasepleniła pod nosem.
- Słucham?... – jego wypowiedź poprzedziło głośne westchnięcie.
- Nic, już nic... Co cię tu sprowadza?
- Madgorie prosi cię na słowo.
- Oczywiście. Przekaż mu, że za chwilę się zjawię.
- Radzę się pospieszyć. – W jego ustach, zabrzmiało to gniewnie i złowieszczo. Rachelę przeszły ciarki, a przez chwilę miała wrażenie, że wszystkie włoski na jej ciele stanęły dęba.

Z krótkiego zamyślenia wyrwał ją trzask zamykanych masywnych drzwi wykonanych z najlepszego drewna dębowego. Po chwili Rachela również opuściła swój pokój. Podążała wysokim, ciemnym korytarzem obserwując przed sobą niknące światło pochodni Michaela. Sądząc, że chłopak będzie szedł odrobinę wolniej nie wzięła ze sobą światła. Co chwilę otaczały ją kompletne ciemności. Nie było jednak możliwości, by Rachel potknęła się o coś czy przypadkiem przewróciła. Pomimo ciemności szła pewnym krokiem, w końcu znała to miejsce od swojego odrodzenia, a od tego dnia minęło wiele lat...

- Prosiłeś mnie? – zapytała gburowatego, małego mężczyznę w chwili gdy przekręcał głowę by zobaczyć gościa.
- Owszem. – odpowiedział spokojnie. Jego blada twarz przybrała dziwny wyraz. Pojawił się na niej grymas smutku i niepokoju.

Wampir wyglądał na trzydzieści człowieczych lat, ale z jego oblicza biła powaga nienaturalna, jak na ten wiek. Blada cera przypominała białą kartkę papieru. Kluczowym elementem jego twarzy były wielkie, ciemne oczy, które w tym momencie skupił na wysokiej, zgrabnej postaci stojącej dziesięć kroków przed nim.

Zmarzniętą skórę Racheli owiało delikatne muśnięcie oddechu Madgorii. Stał teraz przed nią z dłońmi splecionymi z tyłu, na lędźwiach. Jego usta przypominały czerwoną, chudą kreskę, którą narysowano na białej kartce papieru... Rachela próbowała odkryć jego myśli, jednak nie powiodło się jej. Widocznie tę moc posiadają jedynie doświadczone wampiry.

- Dobrze ci idzie. – lekko się uśmiechnął.
- Przepraszam... – Twarz Racheli, a zwłaszcza policzki pokryły się głęboko różowym rumieńcem.

Dziewczyna, prawie że zaczęła szurać butem po błyszczącej posadzce, tak jak to robiła dawniej. W chwilach stresu spowodowanego momentem wymierzania kary przez jej rodziców. W latach wczesnego dzieciństwa była tak bardzo szczęśliwa... Pomimo wszystkich niezrozumiałych przez nią kar wymyślanych przez rodziców, pomimo całego cierpienia i ogromnej niechęci podczas ich trwania, pomimo litrów łez wylanych z powodu zbitego kolana czy łokcia – wtedy była szczęśliwa. Wiedziała co to radość z życia. Co to szczęście z samego faktu istnienia. Potem, po stracie człowieka, z którym wiązała swoje dalsze życie nad jej kolorowym światem zawisła ciemna, szara chmura, która zakryła wszystkie jej marzenia i plany na przyszłość. Życie zmieniło się na zawsze. Pozostała bez możliwości powrotu, do tej młodzieńczej euforii.

- Bardzo dobrze, że ćwiczysz... – tym razem jego głos odzwierciedlał niepokój widoczny na twarzy Madgorie w chwili przybycia gościa.
- W jakiej sprawie mnie wezwałeś?
- W sprawie twojej misji...

W pokoju zapanowała ciemność. Jedyna lampa wykonana z kawałka materiału i łoju zwierzęcego zgasła. Słychać było szumiący za oknem wiatr. Jego odgłosy przypominały wycie rozjuszonej bestii, powalonej przez potwora, którego siła przewyższa możliwości samego Szatana. Nie wampirze...

Skóra Racheli pokryła się gęsią skórką. W pokoju powiało chłodem.
Furiozalnie
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Szablon

zrobiła Yzoja, korzystając ze zdjęcia zrobionego przez Nicole. Tło pochodzi z COLOURlovers, a więcej szablonów znajdziecie w mieście kreowania snów.

W świecie, gdzie życie tak naturalnie łączy się z życiem,
gdzie kwiat nawet w powiewie wiatru łączy się z innymi kwiatami,
gdzie łabędź zna wszystkie łabędzie,
tylko ludzie budują sobie samotność.

Archiwum

2009
listopad (1)

Menu

Dodaj do ulubionych
Księga gości
Podlinkuj